Czy w związku zawsze trzeba robić wszystko razem?

Czy zdarzyło Ci się kiedyś, że w sklepie zauważyłaś całkiem fajny ciuch – ale jak na złość był w nim jakiś element, który Ci się nie podobał? Jakieś głupie frędzle, brzydkie guziki… Czasem zdarza się, że wbrew wszystkiemu kupujemy ten nieszczęsny ciuch, licząc, że jakoś go potem przerobimy…

Kliknij i poznaj sposoby na miłosne problemy!

 

Problem w tym, że potem bardzo często okazuje się, że ostatecznie nigdy nie zabrałyśmy się do przeróbek, tylko rzuciłyśmy ten ciuch na dno szafy… albo nawet udało nam się usunąć te nieszczęsne frędzle czy guziki, ale okazało się, że bez nich ta rzecz wcale nie wygląda lepiej niż na początku.

Jeśli stosujesz takie podejście do zakupów ciuchowych, to pół biedy – najwyżej od czasu do czasu w Twojej szafie znajdzie się kolejna rzecz, którą kupiłaś z nadzieją przerobienia jej, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. Gorzej, że niektórzy ludzie stosują takie podejście do związków.

To zresztą dość częsty błąd. Wchodzisz w związek z kimś, kto odpowiada Ci w 60, może 70 procentach – i liczysz, że całą resztę tego, co Ci się w nim nie podoba, uda się potem przerobić i dostosować do Twoich oczekiwań. Tyle tylko, że związki nie do końca tak działają… Owszem, będąc ze sobą, dwoje ludzi zazwyczaj z czasem się dociera, wypracowuje wspólne rozwiązania, uczy się kompromisów – ale to nie to samo, co oczekiwanie, że w absolutnie wszystkich kwestiach będziecie do siebie idealnie pasować jak brakujący kawałek puzzli. I jeśli partner ma jakieś frędzle, które Ci się nie podobają, to po prostu się ich pozbędziesz.

Przykładowo: poznajesz świetnego faceta, który pod różnymi względami Ci się podoba, ale jest introwertykiem, podczas gdy Ty jesteś bardzo towarzyska, lubisz imprezy i przebywanie wśród ludzi. Co wiele osób robi w takich sytuacjach? Próbuje na siłę dopasować partnera do swojej wizji tego, jak powinniście spędzać czas. Trochę tak, jakbyś na siłę wbijała młotkiem w brakujące miejsce puzzel, który nijak nie pasuje do reszty układanki. W praktyce najczęściej odbywa się to przekonywaniem, namawianiem, szantażem emocjonalnym („jak mnie kochasz, to to dla mnie zrobisz!”). Może się nawet zdarzyć, że dla świętego spokoju albo sprawienia Ci przyjemności facet ustępuje i chodzi z Tobą na te wielkie imprezy… ale nie czuje się tam dobrze i to poświęcenie go unieszczęśliwia.

Ludzie dość często wychodzą z założenia, że bycie parą oznacza idealne dopasowanie – i jeśli gdzieś pojawiają się różnice, to trzeba je zlikwidować. A to oznacza, że albo jedno z partnerów jest zmuszane do robienia czegoś, czego nie znosi… albo drugie jest zmuszone zrezygnować z czegoś, co uwielbia. Bo przecież nie może być tak, że cokolwiek robicie osobno! Im więcej jest takich elementów, które próbujecie na siłę w sobie nawzajem zmieniać, tym szybciej Wasza relacja się rozleci…  O ile łatwiej byłoby, gdybyście zaakceptowali, że nie musicie wszystkiego robić razem i macie prawo mieć różne upodobania!

Rozwiązaniem tej sytuacji wcale nie jest szukanie kogoś, kto będzie do Ciebie idealnie pasował w 100 procentach – bo szanse na to są jednak stosunkowo niewielkie… Ludzie się od siebie różnią i to, że ktoś woli kuchnię francuską od włoskiej, albo komedie od horrorów, nie powinno być powodem do przepuszczenia okazji na fajny związek. Kluczem jest zaakceptowanie tego, że się różnicie – i zamiast przerabiania drugiej osoby na siłę, próba polubienia tych nieszczęsnych frędzli. Oczywiście, że możecie próbować zarażać się nawzajem swoimi pasjami – ale nic na siłę! To, że w niektórych miejscach się różnicie, wcale nie znaczy, że Wasz związek nie jest udany!

Często kluczem do szczęścia jest po prostu zaakceptowanie w partnerze tych elementów, które nie do końca do Ciebie pasują – i pozwolenie mu na pielęgnowanie ich. Jeżeli macie totalnie różny gust filmowy, naprawdę nic nie stoi na przeszkodzie, żebyście raz na jakiś czas obejrzeli sobie film w samotności, zamiast zmuszać drugą osobę do czegoś, co ją nudzi albo irytuje. Jeśli on nie chce iść z Tobą na imprezę do Twoich koleżanek, możesz pójść na nią sama, a on w tym czasie niech poczyta sobie książkę czy pogra na konsoli – naprawdę świat się od tego nie zawali. Takie chwile dla siebie w związku mogą być naprawdę cenne – nie rezygnujcie z nich, wierząc w iluzję, że powinniście robić absolutnie wszystko razem! Danie sobie nawzajem trochę swobody i miejsca na własne zajęcia wcale Was od siebie nie oddala – wręcz przeciwnie, może pozwolić uniknąć niepotrzebnych spięć, które pojawiają się, kiedy próbujecie się nawzajem zmuszać do czegoś, czego nie lubicie!