Czy jesteś uzależniona od Tindera?

Jeżeli ktoś zapytałby mnie, co najbardziej zrewolucjonizowało rynek randkowy w ciągu ostatnich lat, bez wahania odpowiedziałabym, że aplikacje randkowe. Ale niestety każda rewolucja ma swoje trupy w szafie – i nie inaczej jest w przypadku Tindera i podobnych aplikacji.

Kliknij tutaj i sprawdź gotowe teksty na Tindera!

 

Jeżeli zapytałabym was, po co macie zainstalowanego Tindera, część z was zapewne odpowiedziałaby, że z ciekawości, inni, że aby porozmawiać z nowymi ludźmi, a jeszcze inni, że w sumie to chcecie kogoś poznać .I faktycznie taka jest idea Tindera, niestety aplikacja ta ma jeden poważny problem, a mianowicie… jest zbyt dobra.

Kiedyś uzyskanie odpowiedzi na pytanie „czy się temu komuś podobam” mogło zająć nam tygodnie, miesiące, a nawet lata. Poznawaliśmy kogoś, zaprzyjaźnialiśmy się, wypatrywaliśmy subtelnych znaków, wypytywaliśmy znajomych, czy ta osoba coś o nas mówiła, kitraliśmy się ze swoimi emocjami i graliśmy w grę „kto pierwszy się przyzna, że chce coś czuje”. Często był to cały skomplikowany rytuał, a kiedy w końcu dowiadywaliśmy się, że się tej osobie naprawdę podobamy, pojawiało się wspaniałe uczucie i dopaminowa bomba.

Pewnego dnia ktoś jednak postanowił wyrzucić cały ten proces do kosza i uzyskanie odpowiedzi na pytanie, czy się komuś podobamy, skrócił do ruchu palcem w lewo lub w prawo. Na Tinderze niemal natychmiast dowiadujesz się, czy się danemu facetowi podobasz, czy nie. Możesz powiedzieć, że to właśnie jest w tym wszystkim najlepsze… Ale to nie do końca prawda.

Pomyślcie o tym. Cały długotrwały wcześniej proces został skondensowany do prostego ruchu palcem, który w przypadku otrzymania nowej pary jest nagradzany natychmiastowym zastrzykiem dopaminy do mózgu. Czyli innymi słowy: każdy match sprawia nam natychmiastową przyjemność. Co zatem robimy po zdobyciu matcha?Swipe’ujemy dalej, żeby zdobyć kolejnego matcha i jeszcze więcej dopaminy. I więcej. I więcej.

Kiedyś przed długotrwałość tego procesu bardziej szanowaliśmy nagrodę, ponieważ była ona trudna do zdobycia i wiedzieliśmy, że łatwiej jest teraz rozwijać tę znajomość, którą mamy pod nosem, zamiast gonić kolejną i przechodzić przez to wszystko ponownie. Obecnie proces ten jest tak krótki i szybki, że pomimo znalezienia już kogoś, kto nam się podoba i vice versa, stwierdzamy „A CO MI TAM” i swipe’ujemy dalej. Problem jest taki, że w pewnym momencie większą przyjemność zaczynamy odczuwać ze samego swipe’owania, ponieważ daje nam ono natychmiastową gratyfikację i większego kopa niż z późniejsza rozmowa czy umawiania się z kimś na randkę. Poza tym, jest łatwiejsze. W przypadku rozmawiania i umawiania się na randki konieczne jest dłuższe i bardziej skomplikowane działanie, które wymaga od nas czasu, cierpliwości, zaangażowania – wymagany wkład jest znacznie większy niż ruch palcem. Dodatkowo duża ilość matchy i potencjalnych partnerów powoduje efekt Netflixa. Przez to, że mamy TAK OGROMNY WYBÓR, finalnie nie decydujemy się na nic, w przeciwieństwie do czasów telewizji kablowej, w której raz na tydzień był puszczany jeden fajny film, który wszyscy oglądali i przez cały tydzień cieszyli się na jego premierę.

W bardzo podobny sposób działa też na przykład Instagram – tylko tam zamiast odpowiedzi na pytanie „czy mu się podobam” dostajesz odpowiedź na pytanie „co on teraz robi”. I również otrzymujesz natychmiastową gratyfikację. Pomyśl – kiedyś, żeby dowiedzieć się, co u kogoś słychać, trzeba było zadzwonić albo umówić się na kawę i porozmawiać. Podobnie wymagało to od nas złożonego działania – a tymczasem teraz pozornie „ten sam” efekt uzyskujemy przy pomocy ruchu palcem. Po dotknięciu w świecące kółeczko ze zdjęciem na Instagramie, wiemy więcej niż czyjaś mama. Co jadł na śniadanie, co dziś robił, jakie miał problemy, jak ćwiczył na siłowni, co oglądał, gdzie był, GENERALNIE WSZYSTKO. Nawet późniejsze rozmowy w realu ze znajomymi stają się dziwaczne – bo coś komuś opowiadamy, a on mówi, że wie, bo już to widział na naszym story.

Badania pokazują, że nasz mózg bardzo szybko uzależnia się od dopaminowych boosterów i codziennie domaga się ich więcej. Tym samym przestajemy się starać i podejmować działania, które wymagają od nas pracy, i wybieramy te na skróty, które dają nam NATYCHMIASTOWY rezultat oraz przyjemność. Niestety prowadzi to do pewnej pułapki, ponieważ w pewnym momencie zapominamy, co było naszym prawdziwym celem, i zaczyna liczyć się już tylko emocja związana z samym procesem. Niby kogoś szukasz, ale dostajesz już nagrodę w postaci matcha czy wiadomości, że jesteś zajebista. Po co masz więc męczyć się i rozwijać znajomość, skoro dostałaś już feedback, że jesteś atrakcyjna, i 120 facetów pisało, że chciałoby się z Tobą umówić? Myślisz sobie, że przecież to tylko formalność i że możesz dalej swipe’ować i czerpać przyjemność z dopaminowych zastrzyków, zamiast męczyć się podczas rozmowy i ryzykować rozczarowanie na randce.

Niestety kiedy coś, co przychodzi nam zbyt łatwo i zbyt szybko, daje nam nagrodę w postaci dopaminy, może być dla nas niebezpieczne. Przede wszystkim może powodować to, że… jesteśmy uzależnieni od tej czynności. Jeżeli łapiesz się na tym, że wchodzisz już automatycznie i bez zastanowienia w Tindera, swipe’ujesz, a potem wychodzisz… Jeżeli w Twojej skrzynce odbiorczej jest 10,000 wiadomości, na które w ogóle nie odpisujesz, z nikim nie umówiłaś się już od dłużej niż kilku miesięcy, pomimo bycia „aktywną”… to może to oznaczać, że masz problem. Tak samo jak to, że możesz wchodzić bezwiednie na Instagrama, oglądać story znajomych, ale w ogóle z nimi nie rozmawiać, nie dzwonić, nie spotykać się.

Druga sprawa to to, że uzależnienie od dopaminy na etapie „czynności” prowadzi do tego, że zapominamy o CELU! Czyli po cholerę właściwie weszliśmy na tego Tindera? Jeżeli weszłaś z ciekawości, to pytanie, czy zaspokoiłaś już swoją ciekawość? Jeżeli tak, to czemu swipe’ujesz dalej? Skasuj apkę i idź dalej. Chciałaś kogoś poznać? Jeżeli tak, to z iloma osobami umówiłaś się w ostatnim czasie? Z iloma w ogóle prowadziłaś dłuższy dialog? Jeżeli stosunek liczby matchy do liczby prowadzonych rozmów czy spotkań jest nieproporcjonalny, może to świadczyć, że wcale nie chcesz nikogo poznać, tylko… chcesz swipe’ować.

Jeżeli przeczytałaś to wszystko i złapałaś się na tym, że możesz być dopaminowym ćpunem, warto jak najszybciej iść na odwyk, czyli przede wszystkim: pamiętaj o swoim celu. Przed kliknięciem w ikonkę aplikacji zadaj sobie w myślach głośne pytanie: po co ja tam teraz właściwie wchodzę? Jeżeli odpowiedź brzmi „nie wiem”, nie klikaj w to. Jeżeli odpowiedź brzmi „chcę kogoś poznać”, to daj sobie zadanie, że nie zrobisz kolejnego swipe’a, dopóki nie pogadasz przynajmniej z 10 facetami, którzy wydali Ci się najbardziej interesujący, z czego wybierzesz przynajmniej jednego, aby umówić się na FIZYCZNE spotkanie.

Po drugie: ogranicz korzystanie z aplikacji. Jeżeli bez namysłu bezwiednie cały czas chodzisz jak zombie po różnych aplikacjach, musisz je ograniczyć. Pochowaj je w folderach, korzystaj tylko w wybranych przez siebie wcześniej godzinach, a jeżeli odkryłaś, że nie chcesz tak naprawdę nikogo poznać czy że zaspokoiłaś już ciekawość, to po prostu je SKASUJ. Jeżeli masz problem z samodyscypliną, pomocne mogą okazać się też aplikacje, które ograniczają czas spędzony na telefonie poprzez blokowanie aplikacji. Albo takie uświadamiające Ci, ile godzin marnujesz na to dziennie.

Aplikacje randkowe to naprawdę świetny wynalazek, może nawet ZBYT świetny. Dlatego warto mieć z tył głowy wszystko, o czym dzisiaj mówię, i zastanowić się, czy naprawdę dalej to my podejmujemy decyzje, czy jesteśmy oszukiwani przez nasz mózg, który po prostu domaga się więcej dopaminy.